Zszyła wizję z odwagą – jej kolekcja dostępna w Reserved w całej UE!
|
|
Veronika Czarnocka, założycielka INTU Circularity, pokazuje, że pasja i konsekwencja mogą przełożyć się na realny biznes.Jej upcyclingowa marka, zrodzona z przekonania, że moda może być etyczna i cyrkularna, nie tylko podbija lokalny rynek, ale dzięki współpracy z LPP trafia teraz na półki Reserved w całej Unii Europejskiej. W rozmowie z Pauliną Szewczyk opowiada o trudach budowania zespołu, negocjacjach z wielką korporacją i procesie tworzenia kolekcji, która zmienia sposób myślenia o modzie. |
Veronika, wiele osób ma świetne pomysły, ale boi się ruszyć z miejsca. Co sprawiło, że przestałaś marzyć o INTU Circularity, a zaczęłaś widzieć w nim realny, skalowalny biznes, który może naprawdę namieszać w branży?
Od samego początku wierzyłam, że projekt związany ze zrównoważonym rozwojem i cyrkularnością w modzie może stać się realnym, skalowalnym biznesem, który na siebie zarabia. Oczywiście nadal jest to duże wyzwanie, ale od początku wiedziałam, że właśnie w tej branży chcę działać i że to jest moje miejsce. Zawsze marzyłam o tym, żeby tworzyć firmę unikatową – taką, która robi coś inaczej, często wręcz pod prąd, i która swoimi codziennymi decyzjami realnie wpływa na zachowania konsumentów oraz dużych firm odzieżowych – nie tylko w Polsce, ale też za granicą.

Bardzo zależało mi na tworzeniu realnego impactu, a miałam poczucie, że niewiele istniejących organizacji mogłoby dać mi taką satysfakcję jak budowanie czegoś własnego. Od zawsze wiedziałam też, że chcę pracować na własnych zasadach – nie wyobrażałam sobie klasycznej ścieżki w korporacji i pracy od dziewiątej do siedemnastej. Chciałam sama stworzyć miejsce pracy, które będzie odzwierciedleniem moich wartości i ambicji.
Paradoksalnie ogromną motywacją była też świadomość, że jeśli nie spróbuję albo jeśli projekt się nie uda, będę musiała wrócić do pracy dla kogoś innego. Ta wizja bardzo mnie napędzała – i wciąż napędza. Po prostu kocham to, co robię. Oczywiście nie wszystkie obowiązki są łatwe i przyjemne, ale nie wyobrażam sobie pracy bez poczucia, że realizuję swoją pasję. To, co robię na co dzień, jest dla mnie czymś więcej niż pracą – jest moim naturalnym środowiskiem i w pewnym sensie moim największym hobby.
Jesteś Alumnką programu inkubacyjnego Impactful Leaders. Jaka najważniejsza wartość lub kompetencja, którą z niego wyniosłaś, pomogła Ci później w rozmowach z tak dużą organizacją jak LPP?
Program Impactful Leaders był dla mnie początkiem bardzo intensywnego rozwoju – zarówno osobistego, jak i rozwoju INTU. Jedną z najważniejszych rzeczy, które z niego wyniosłam, była świadomość, jak kluczowy w budowaniu startupu jest zespół. Program bardzo mocno podkreślał, że firmy nie powinny działać w pojedynkę, tylko w oparciu o kompetentne, uzupełniające się zespoły. Ja przez długi czas działałam sama i choć intuicyjnie czułam, że potrzebuję współzałożyciela lub współzałożycielki, to dopiero udział w Impactful Leaders był dla mnie prawdziwym impulsem, żeby ten zespół rzeczywiście zbudować.
W trakcie programu znalazłam moją cofounderkę Martę Lipkę-Krawczyk, która do dziś jest kluczową częścią INTU. To właśnie dzięki niej nawiązałyśmy później współpracę z LPP. Bardzo szybko zobaczyłam, jak ogromną różnicę robi praca zespołowa – projekt zaczął przyspieszać, bo zwyczajnie nie da się jednocześnie prowadzić rozmów partnerskich, rozwijać produktu, zajmować się finansami i operacjami, a przy tym zachować kreatywność i energię do dalszego rozwoju.
Współpraca z LPP była jednym z największych i najbardziej wymagających projektów w historii INTU. Skala była dla nas ogromna – szczególnie że wcześniej działałyśmy głównie w obszarze upcyclingu w mniejszych seriach. Tym razem musiałyśmy spełnić wymagania dużej organizacji i stworzyć w pełni cyrkularną, upcyclingową kolekcję w skali, która miała szansę stać się czymś więcej niż niszowym projektem.
Drugą bardzo ważną rzeczą, którą wyniosłam z programu, była wiedza dotycząca funduszy i procesu inwestycyjnego. Jeden z warsztatów szczegółowo pokazywał, jak krok po kroku wygląda rozmowa z inwestorami i cały proces pozyskiwania finansowania. To była dla mnie bardzo cenna lekcja – nie tylko od strony praktycznej, ale też mentalnej. Nauczyłam się, jak poruszać się w tym środowisku, na co zwracać szczególną uwagę, gdzie być wnikliwym i jakich błędów oraz ludzi unikać. Te doświadczenia bardzo przydały mi się później w kolejnych sytuacjach biznesowych.
Dlatego kiedy myślę o Impactful Leaders, pierwszym skojarzeniem jest dla mnie właśnie zespół, ale zaraz potem – kompetencje biznesowe, które pozwalają podejmować bardziej świadome decyzje. Niedługo po zakończeniu programu dołączyła do nas trzecia cofounderka i stałyśmy się trzyosobowym zespołem. Z czasem rozwinęłyśmy go dalej – zarówno o osoby pracujące z nami stacjonarnie w konceptstorze, jak i współpracowników wspierających nas zdalnie w obszarach marketingu i komunikacji.
To właśnie budowa zespołu oraz większa świadomość biznesowa były kompetencjami, które najbardziej pomogły mi później w rozmowach i realizacji projektów z tak dużą organizacją jak LPP – bo dopiero wtedy zobaczyłam, że ambitne, skalowalne projekty naprawdę da się udźwignąć.
Współpraca z wielką marką to nie tylko sukcesy, ale i stres. Pamiętasz jeden moment, w którym było naprawdę ciężko? Jak sobie z tym poradziłaś?
Współpraca z tak dużą marką jak LPP to zdecydowanie nie tylko sukcesy, ale też ogromny stres. Patrząc z perspektywy czasu, okres tej współpracy był dla nas zespołowo bardzo wymagający – i choć efekty były spektakularne, to przez ten stres nauczyłyśmy się prawdziwego biznesu, którego nie da się poznać ani przez lata studiów, ani teoretyczne szkolenia. Zyskałyśmy praktyczną wiedzę o procesach w dużych firmach, o tym, jak ważny jest timeline, oraz jak kluczowe są relacje i zaufanie do zespołów, z którymi współpracujemy jako podwykonawcy.
Najbardziej stresujący moment, który dokładnie pamiętam, był taki, że przez chwilę miałam ochotę się poddać i po prostu odejść. Ale w tym czasie byłam bardzo wdzięczna, że nie jestem sama – że mam wspaniałą współzałożycielkę, która operacyjnie i organizacyjnie wspierała mnie w całym procesie, oraz że mogliśmy liczyć na nasz zespół. Dzięki temu wsparciu udało nam się uspokoić emocje, skupić i dopiąć projekt do samego końca.
Podsumowując – poradziłam sobie, choć przyznam szczerze, że dziś wiem, jak ważne jest, aby w takich stresujących momentach lepiej zadbać o siebie. Wiem też, że problemów nie da się całkowicie uniknąć, ale doświadczenie pokazało mi, jak ogromną wartość ma zaufany zespół i dobre przygotowanie operacyjne w trudnych sytuacjach.

Jak udało Ci się przemycić wartości małej, etycznej marki do wielkiej korporacji? Co radzisz innym dziewczynom, które boją się, że duży partner narzuci im swoje zasady?
Myślę, że wcale nie chodziło o „przemycanie” wartości naszej małej, etycznej marki do dużej korporacji. Właściwie udało się to naturalnie, ponieważ nasza filozofia – cyrkularność, drugi obieg, naprawa i przedłużanie życia ubrań – idealnie wpisuje się w obecne trendy rynkowe. Co więcej, są to również rozwiązania, które w dużych firmach stają się coraz bardziej istotne w kontekście nadchodzących regulacji unijnych.
W praktyce oznacza to, że duże firmy same szukają sposobów, by wdrażać cyrkularne i zero-waste’owe rozwiązania, a my jesteśmy odpowiedzią na te potrzeby. Dzięki temu współpraca odbywa się w zgodzie z naszymi wartościami i daje przestrzeń, żeby wprowadzać zmiany w sposób autentyczny. Bardzo mocno trzymam kciuki za to, żeby takie podejście stało się codzienną praktyką w dużych firmach i żeby współprace tego typu były trwałe, a nie jednorazowe.
Jeżeli miałabym coś doradzić osobom, które chciałyby „przemycać” etyczne zwyczaje do dużych marek, powiedziałabym, żeby bardzo uważnie obserwowały zmieniające się prawa i regulacje oraz śledziły rynkowe trendy. To pozwala znaleźć niszę, która odpowiada na potrzeby dużych firm i umożliwia wstrzelenie się w moment, w którym rozwiązania etyczne stają się dla nich realną koniecznością.

Upcykling na taką skalę to potężne wyzwanie. Jak od kuchni wygląda proces produkcji tak nietypowej kolekcji i o jakich ilościach 'uratowanych’ materiałów
Taka produkcja wygląda zupełnie inaczej niż wytwarzanie odzieży w sposób konwencjonalny. W zasadzie cały proces zaczyna się „od tyłu” – od sprawdzenia, jakie materiały mamy do zagospodarowania, ile ich jest, jaką mają konstrukcję oraz co realnie możemy z nich wykonać. Przy pracy w większej skali musimy myśleć o kosztach, tak aby projekt – mówiąc kolokwialnie – się spinał.
Ubrania przeznaczone do upcyclingu analizujemy pod kątem tego, które elementy można zachować: jakie szwy mogą pozostać nienaruszone i które fragmenty konstrukcji warto wykorzystać ponownie. Pozwala to oszczędzić czas pracy szwaczek i krojczych.
Dopiero potem przechodzimy do etapu projektowania, który wymaga szczególnej uważności. Najczęściej tworzymy modele z większą liczbą cięć, tak aby poszczególne płaty materiałów mogły „wejść” w gotowy produkt. Równolegle współpracujemy z projektantką wykrojów, którą wcześniej odpowiednio przeszkoliliśmy – wspólnie konsultujemy koszt odszycia i w razie potrzeby upraszczamy konstrukcję, aby była mniej kosztowna.
Następnie przechodzimy do krojenia, czyli najbardziej wymagającego etapu. W produkcji konwencjonalnej poświęca się na niego stosunkowo niewiele czasu, natomiast w upcyclingu zajmuje on niemal tyle samo co szycie. Wymaga przy tym ciągłego myślenia, elastyczności i podejmowania bieżących decyzji.
Szycie to już właściwie pestka. Efektem tego wymagającego procesu jest kolekcja dostępna na wszystkich rynkach Unii Europejskiej.
Wielkie brawa za to, co osiągnęłaś! Jesteś najlepszym dowodem dla innych przedsiębiorczyń, że warto budować biznes w zgodzie ze sobą. Trzymamy kciuki za Twoje kolejne projekty – niech INTU Circularity rośnie dalej!
Dziękuję ❤️
Paulina Szewczyk
